Była nas ekipa 8-osobowa (dwie pary rodziców+dziewczynki:
7-letnia Lena, dwie 5-letnie Majki, 20-miesięczna Milena). Niedzielny poranek,
słoneczko, jakieś 20 stopni, połowa sierpnia. Pogoda idealna do wyjścia w góry.
Wybraliśmy kierunek Beskid Śląski, szczyt Błatnia. Góra ma
wysokość 917 m n. p. p., na szczycie jest schronisko Polskiego Towarzystwa
Turystyczno-Krajoznawczego.
Na Błatnią wyszliśmy z miejscowości Jaworze (leży między
miastami Bielsko-Biała a Cieszyn). O samym Jaworzu napiszę osobnego posta, bo
warto, a teraz skupię się jedynie na górskiej wycieczce.
Wystartowaliśmy z dzielnicy, przysiółka, rejonu – jak zwał,
tak zwał – Nałęże. Na końcu ulicy Turystycznej, po lewej stronie, jest bezpłatny
parking, gdzie można zostawić samochód. Żółty szlak startuje w centrum Jaworza,
więc my – z tej ulicy Turystycznej – do niego po prostu dołączamy. Mamy nosidło i z maluszkiem chodzi nam się wygodnie. Napiszę Wam jeszcze w osobnych postach, gdzie w
Beskidach jest na tyle wygodnie, że można odpuścić sobie dźwiganie dziecka na
plecach i wziąć wózek, ale akurat Błatnią odradzam. Są tu i kamienienie, i
korzenie, a kto próbował kiedyś pokonać taką trasę ten wie z czym się to je. A
kto nie próbował niech sobie wyobrazi krawężnik chodnika co 10 cm :).
Wracając do szlaku – dla dzieci chodzących jest fajny –
szeroki, mało jest trudnych podejść. Zaczyna się pięknym lasem bukowym. Mnóstwo
w lesie jagód, jeżyn, grzybów. Są mchy, długie trawy, patyki, pająki, żuczki,
wiewiórki, można urządzić pikniki na pniach i powalonych drzewach.
Wyjście na Błatnią to cudna wycieczka krajoznawcza. Góra
jest na tyle niska, że nie trzeba się spieszyć, martwić, że zastanie nas noc (o
ile wyjdziecie rano :) ).Warto tu tempo wycieczki oddać w ręcę (albo nogi :))
dzieci. Niech narzucą swój rytm i po swojemu odkrywają świat.
U nas się to sprawdziło. Był odcinek, że panowie wypruli do
przodu i czekali. A my matki – w naszym rozumieniu – wlokłyśmy się, ale
miałyśmy niezłą frajdę i zabawę z nieletnimi mądralami.
Na szczycie macie schronisko PTTK. Jeśli Wasz maluch ma książeczkę górską, możecie przybić pieczątkę.
Jeśli nie – załóżcie specjalny notesik albo kupcie sobie gotowca. Czytałam kiedyś, że firmy produkujące zabawki
i gadżety dla dzieci wykorzystują tendencję maluchów do kolekcjonowania i zbieractwa
wypuszczając na rynek długie serie koników, autek, lalek itd. Matki! Bądźmy tak
samo cwane, ale w dobrej sprawie. Niech nasze dzieci robią kolekcje pamiątek z
gór :).
W schronisku można pysznie zjeść, ceny nie są zabójcze.
Toalety – no cóż, standard polski. Kiepsko, kiepsko. Nie ma gdzie przebrać niemowlaka, woda zimna. Miejcie ze sobą nawilżane chusteczki i ewentualnie jakiś
preparat do odkażania rąk. W takich miejscach nie lubię korzystać z sanitariatów. Wolę
przebierać dziecko na jakiejś bocznej ławeczce.
Tekst: Agnieszka Zakrzewska
Sztuczka
Foto: Agnieszka Zakrzewska
Sztuczka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz