niedziela, 8 lutego 2015

Dzień w Disneylandzie



Chciałoby Wam się jechać tysiąc kilometrów na plac zabaw? Mnie się chciało. Bo ten plac to Disneyland. Musiałam, no po prostu musiałam sprawdzić czy jego jakość odpowiada moim wyobrażeniom. Ale wcześniej moim zadaniem było przekonać córę, że ma sens siedzenie w foteliku samochodowym 15 godzin. Jak? No przecież nie powiem jej, że mamusia chce zobaczyć czyste kible we Francji :)

Lubicie osiedlowe place zabaw dla dzieci? Ja nie lubię.
Wkurza mnie, że wyglądają jak kalejdoskopy. Są przeładowane ruszającymi się nieustannie dziećmi, wśród których trudno mi zlokalizować moje małe pchły. Wkurzają mnie wrzaski nie dlatego, że przekraczają dopuszczalne dla spokoju ducha decybele, ale dlatego, że jeśli mój bajtel wpadnie w panikę i wrzeszczy to ja już dawno zdążyłam ogłuchnąć i nie słyszę nic. Poza hałasem jest jeszcze jedna, ważniejsza dla mnie kwestia - choćbym chciała to nie potrafię podniecać się kręciołkiem, zjeżdżalnią i ruchomym mostkiem. Towarzyszka huśtawkowa ze mnie beznadziejna. Ja się po prostu na placu zabaw cholernie nudzę.
I jak dla mnie to na placu zabaw sposób na pokonanie nudy nie istnieje. Nie zabiję jej czytaniem, bo muszę mieć na oku nie litery, a brzdące, żeby mi w biegającym i wrzeszczącym tłumie nie zginęły. Instagrama nie odpalę, bo jak się wciągnę, to przepadnę. Nie matkuję innym nieletnim, bo do szczęścia nie jest mi to potrzebne. Więc z reguły się po prostu plączę, ziewam i marudzę, że chcę już iść :).
Ale w sumie Wam powiem filozoficznie, że nie ma tego złego. Bo gdyby nie nudny plac zabaw to nie zwiedzalibyśmy Paryża :).

A było tak:
Majcia zaproszona na urodziny kumpeli do centrum zabaw brykała z przedszkolakami. Rodzice: my + kilka par próbowaliśmy gadać o pierdołkach. I dzięki temu z jedną z mam zgadałam się na temat jej pobytu w Disneylandzie. Popytałam o szczegóły i dotarło do mnie, że wyjazd, o którym nawet nie myślałam stał się moim marzeniem.
A wam zdarza się marzyć? Rozmawiacie z dziećmi o marzeniach? Uczycie je odróżniać marzenie od chciejstwa?
Ja kiedyś marzyłam o rzeczach małych i dużych. Odważnie wprowadzałam w życie zmiany. Teraz się ustatkowałam, zmian jest mało, ale marzy mi się, że córki będą odważniejsze ode mnie. Staram się podkręcać je w ich zainteresowaniach, trochę podpuszczam do nowych pomysłów, podsuwam książki o małych podróżnikach, o ciekawskich świata dzieciach.
Ten wyjazd do Disneylandu wpasował mi się idealnie.
Szykowaliśmy go kilka miesięcy, kiedy tłumaczyliśmy Majci co to znaczy mieć pomysł na podróż i zrealizować go (odkładać pieniądze, zarezerwować bilety, zaplanować trasę i zwiedzanie, spakować się i pojechać). Wciągaliśmy ją w najbardziej pierdołowate etapy po to, by zrozumiała całość. Zależy mi na tym, żeby dziecko nie tylko spijało śmietankę i bawiło się, ale by wiedziało jaki jest sens tej zabawy. A moim zdaniem w podróży do Disneylandu nie chodziło o sam plac zabaw, ale o istotę marzenia. O to, że trochę pracy kosztuje jego realizacja, ale przy dobrym planie udaje się.
Disneyland był wisienką na torcie, bo połączyliśmy go z kilkudniowym zwiedzaniem Paryża. Zdecydowaliśmy się na dojazd samochodem. 


Paryż jest gigantycznym miastem, więc planując pobyt zwróćcie uwagę na miejsce zakwaterowania i odległość od centrum oraz możliwości dojazdu do niego. Dostanie się z odleglejszych dzielnic do centrum może zająć z 1,5 godziny (metrem i pociągami), więc ważna jest sieć połączeń i to czym się poruszacie. Czy macie ze sobą wózki (bo jeśli tak, to im mniej zejść do metra tym lepiej-schody, brak wind, wąskie przejścia), czy maluchy potrafią dużo chodzić (w Paryżu muszą potrafić, bo jest co zwiedzać :)). Naszym patentem na poznawanie miast płaskich, nie górzystych są hulajnogi. W Paryżu Majcia niezłe kilometry nabiła na hulajnodze bez jęknięcia :).
Jeśli chodzi o Disneyland to turystów dowożą tam pociągi. Można też (jak my) podjechać na parking, co  kosztuje ok. 20 euro za osobówkę za dzień (podaję Wam cenę, bo akurat nią Disneyland się nie chwali :)).
Kompleks dzieli się na dwie części: Disneyland Park i Walt Disney Studio, gdzie obowiązują odrębne bilety. Jeśli chcecie zwiedzić oba miejsca polecam rezerwację dwóch dni. W jeden – byłoby zbyt po łebkach.



 


Wystrzegajcie się podróży do Disneylandu w sezonie. Szkoda czasu, pieniędzy i dzieciaków. Staliście kiedyś w kolejce z kilkulatkiem? Takiej porządnej, przykładowo godzinnej? Takie właśnie kolejki, dodatkowo w upale, czekają Was do bramek wejściowych do poszczególnych atrakcji w lipcu czy sierpniu. Warto? Nie! Lepiej zrobić wszystko, by wybrać się tam wiosną czy jesienią. PS. Trochę was jeszcze postraszę – w 2013 roku park odnotował największą liczbę odwiedzających – 10 milionów; wyobraźcie sobie więc sezon!

 
Bilety do Disneylandu możecie kupić na miejscu, ale to wychodzi najdrożej (ok. 70 euro osoba dorosła, ok. 60 euro dziecko w wieku 3-11 lat).
Jeśli lubicie zaoszczędzić odradzam taki sposób na kupowanie wejściówek. Gdy zakręcicie się koło biletów odpowiednio, w kieszeni zostanie Wam po ok. 20 euro za sztukę. Przemnóżcie przez liczbę osób w rodzinie i rachunek wychodzi ładniutki, prawda?
Co zatem trzeba zrobić? Otóż: trochę tańszą wejściówkę będziecie mieć zamawiając ją na oficjalnej stronie: www.disneylandparis.com
Kolejny sposób to przeglądanie francuskiego Groupona oraz francuskiej wersji Carrefoura, który dystrybuuje także bilety na spektakle (obecnie można kupić bilet na marzec za 39 euro-niezła różnica, prawda?). Tu jest strona: http://www.spectacles.carrefour.fr/billets-entrees-parcs/parcs-d-attractions/vente-flash-disney-magic-1j-1p-mMI443.htm
My kupiliśmy nasze będąc już w Paryżu, w polskim biurze podróży Dzień Dobry: www.dziendobryfrancja.eu
Jeśli chcecie wiedzieć to zaoszczędziliśmy w stosunku do ceny wyjściowej ok. 40 euro za familię.
Acha, maluszki – takie jak nasza Milka – do lat 3 – wchodzą za darmo.

No dobra, dojechaliście, macie bilety i co dalej? Przenosicie się w inny świat! Teren Disneyland Park jest olbrzymi, podzielony na 4 części: kowbojską, bajkową, odkrywców i przygodową.

Każda z nich to inny świat. Kowbojska z leśną kolejką górską, statkiem, domem strachów, Dzikim Zachodem, klimatem saloonu, strzelanin, bonanzy, Pocahontas.  

 

















Część bajkowa jest jak kreskówka przeniesiona do realu: wróżki, księżniczki, elfy, słodko, różowo. To tam właśnie – ze względu na atrakcje dla małych dzieci - spędziliśmy najwięcej czasu. Milenka (miała 18 miesięcy) mogła korzystać w zasadzie ze wszystkiego, co 5-letnia Maja (sadzaliśmy ją na kolanach albo obok siebie zapiętą w pasach). Kręciła się w gigantycznych filiżankach z Alicji z Krainy Czarów, latała w karuzeli ze słonikiem Dumbo, jechała w karocy, odwiedziła dom Gepetta i Pinokia, płynęła łódeczką przez podziemną krainę miniaturowych postaci z całego świata.




















































Część odkrywców to świat przyszłości: lasery z Toy Story, rollercoaster z przyspieszeniem 3G, łódź kapitana Nemo, symulacja lotu rakietą.























Część przygodowa zamienia nas w kumpli Indiany Jonesa, Robinsona Cruzoe i Piratów z Karaibów.


































Wymieniłam Wam tu części, na które jest podzielony park, ale nie chcę żeby zabrzmiało to jak hasła z folderu reklamowego sprzedającego usługę w postaci wakacji w Disneylandzie.
Od serca dodam Wam, że będąc w każdej z tych krain czułam się jakbym się przenosiła do innego świata. Działo się tak, bo twórcy parku faktycznie dbają o najdrobniejsze szczegóły. Mogłam sobie tu wyobrazić, że jestem na gigantycznych scenach teatralnych, gdzie wspaniały choreograf zadbał o wystrój i muzykę!
Nie potrafię się przyczepić do żadnego szczegółu. Było tam jak w bajkach: uroczo i słodko, strasznie i odważnie, zabawnie i  wesoło. Było zachwycająco. Nie nudziłam się (!), nie nudziły się dzieciaki. Uważam, że to cudnie spędzony czas i fajnie wydane pieniądze. 

PS. O czym nie wiedziałam?
- Mnóstwo dzieciaków przychodzi w bajkowych strojach, jak z balu przebierańców – ekstra wpisują się w sedno;
- Zszokowała mnie jakość Disneylandu: dbałość o szczegóły – spójrzcie na stylizowane latarnie głównej alei zrobionej na wzór drogi z lat 30, budynki, neony, witryny, cukiernie. Jesteście w stanie wyobrazić sobie, że nawet pracownicy obsługi są w dopasowanych do otoczenia strojach? Postaci bajkowe sprzedają zabawki, zamiatają papierki na ulicy, serwują w restauracjach.
 




- Jest czysto, bezpiecznie, profesjonalnie. Przy każdej atrakcji spora ekipa pracowników kieruje ruchem przy wsiadaniu i wysiadaniu oraz pilnuje klientów.
- Gdybym była mamą tylko 1 dziecka i to w dodatku w wieku porównywalnym do Milenki, nie zdecydowałabym się na wizytę w Disneylandzie. Dzieciaczek – jak Maja – 5-letni – ma tam już luksusy.
Jasne, są kolejki górskie, gdzie ogranicza wzrost (140 cm). Tyle, że ją to jeszcze totalnie nie interesuje.
Taki kilkulatek pędząc po Disneylandzie przenosi się co chwilę w inną krainę. Jest już na tyle duży, że rozumie, cieszy się albo boi, a później pamięta.
- Bez obaw z wózkami. Wózki zostawia się przed wejściem do wnętrza, są wyznaczone do tego celu miejsca. Stoją luzem, więc jeśli masz jakiś cenny to dla własnego spokoju zabierz zabezpieczenie. A zresztą nie ma się co martwić wózkiem, bo jest wypożyczalnia na miejscu, także maluchy – nawet te starsze, zmęczone, padnięte i jęczące można zapakować w cztery kółka, powozić trochę i zaraz humor się poprawi :). Przejażdżka zadziała na każdego marudę :).
- Naszej Majci nie rajcują przebierańcy. Ona boi się wszelkich psów Pluto, gigantycznych Kaczorów Donaldów, przerośniętej ekipy z Toy Story itp. Nie trafia do niej argument, że tam w środku jest człowiek, który się wygłupia i po prostu przebrał za bajkową postać. Nie stanie obok, nie pozwoli sobie zrobić zdjęcia. Ale jeśli Wasze dzieciaki się na to godzą – to słusznie się domyślacie – tam będą miały raj.
Acha – no nie do końca Majcia nie chce zdjęć z gigantycznymi futrzakami. Chciała zobaczyć Myszkę Miki. I tu pojawił się klops, bo Myszka Miki po parku się nie przechadza. Wokół Miki jest zrobiona niezła szopka. Ma swoją świątynię (przepraszam, dom:)). Drzwi, muzeum, sala kinowa, ekran ze starymi filmami Disneya. Klimat fajny. Asystenci Myszki Miki proszą pojedynczo do NIEJ. ONA wzrost ma ludzki, nie przerośnięty i jest urocza. Fotografka robi zdjęcia, które można kupić na zewnątrz, ale nie ma też nic przeciwko, aby zrobić sobie z Miki samemu :).
 
Na podsumowanie dnia zabaw wybierzcie się z dziećmi na paradę postaci bajkowych. Na mapkach, które dostaniecie przy wejściu jest wpisana godzina parady i jej trasa. Idźcie tam wcześniej, aby zająć fajne miejsce :).











I co? Zachęciłam?
Ja się cieszę, że mamy właśnie luty. Czas planowania nowych podróży. I na szczęście nie słyszę teraz: mamo, pójdziemy na plac zabaw. Ten osiedlowy, oczywiście. Zimo trwaj!
xxXAgaXxx

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz