Nie przypuszczałam, że przygotuję posta o pewnej noclegowni.
Ale cóż, tak działa turystka będąca pod mocnym wrażeniem.
Rzecz będzie o Domu Gościnnym Wataszka (www.wataszka.com). Już sprawdziliście w
necie? :)
Podoba się?
Z nami było tak. Chcieliśmy wyjechać na weekend w Sudety.
Lista gospodarstw agroturystycznych w tym rejonie jest długa, ale kręciłam
nosem. W końcu Google wyrzucił mi Wataszkę – gospodarstwo ekologiczne,
certyfikowane. Nos mój podpowiedział mi – to może być OK. Zdjęcia obejrzałam z
milion razy nie znajdując na nich wad. Co za olbrzymie pokoje! Co za
wyposażenie, a raczej minimalizm!
Ciekawa byłam, co będzie na miejscu. Czy zobaczę tę samą
przestrzeń?
Aby dojechać do Wataszki trzeba we wsi Wójtowice kierować
się na Hutę, jechać ostro pod górę ze dwa kilometry, do końca asfaltowej drogi
(tak wytłumaczyła nam właścicielka). Nawigacja pokazywała inną trasę. Jaką i
gdzie – nie mieliśmy ochoty sprawdzać, więc jeśli tam będziecie pamiętajcie:
Wójtowice – Huta :).
Wielka chata pod lasem, naprawdę czarne niebo
(zajechaliśmy na miejsce nocą), cisza i świeże powietrze. Dom: gigantyczny
korytarz, wysokie schody, pokoje takie, że każdy ma w nich swój kawałek. Duża
jadalnia, przytulny pokój kominkowy, a rano: taras. Cudo. Wielki. Dzieci gnają po
nim na hulajnogach, a mama wystawia twarz do słońca z kawusią w ręku i dla
wszystkich jest wystarczająco miejsca.
Dom Gościnny Wataszka jest miejscem z historią. Obecnie
znajduje się na trasie architektury regionalnej Ziemi Kłodzkiej. To tradycyjny
dom sudecki. Obiekt ma jakieś 500 lat!!! Za czasów pruskich był domem
sędziowskim (dawanym w przydziale po nominacji). W czasach komuny stał się obiektem
kolonijnym, obecnie jest w rękach prywatnych. Dbają o niego Sylwia i Patrice.
Dziwne wrażenie, bo było mi tam tak dobrze, jakbym przyjechała do przyjaciół, a nie do
obcych ludzi. Byłam turystką, choć wcale się tak nie czułam. Sylwia i Patrice
potrafią przełamać bariery. Nie narzucają się, ale są. Cudownie gotują, usiądą
zjeść z gośćmi, chętnie pogadają.
Wataszka i jego opiekunowie tworzą spójną całość. To
gospodarstwo ekologiczne. Drewniane pokoje, odnowione, świeżutkie. Meble
gromadzone latami. Nic przypadkowego, wyposażenie przemyślane. Dodatkowo prace
francuskich artystów przyjeżdżających tu od lat na warsztaty plenerowe zdobią
ściany. Trochę wiejsko, trochę sielsko, ale świadomie i bez tandety. Sylwia
wie, co robi. To nie dziewczyna, która szpilki z wielkiego miasta zamieniła na
kapcie na wsi. Ziemia Kłodzka to rodzinne okolice Sylwi, która ceni, co ma i
pokazuje nam, jak ważna jest ekologia w każdym aspekcie życia (jej jest także
sklep huhata.pl, który wyposaża w produkty wypełnione łuską gryczaną. Szyje i
sprzedaje poduchy. Są czadowe. A jak się na nich śpi! A zabawki dla dzieci.
Mmmmmm….. urok. Poza tym produkuje materace, wałki do spania itp.).
Wataszka to chata olbrzymia, ale jednocześnie zbyt wielu
gości nie pomieści. Jestem przekonana, że gdyby właściciele byli nastawieni bardziej
na kasę pokoi zrobiliby co najmniej kilkanaście więcej. Ale cenią naszą
niezależność, wiedzą, po co przyjeżdżamy.
O Wataszce mogłabym milczeć, zachować tę „pustelnię” dla
siebie. Ale podzielę się. Może Wy też szukacie takiego miejsca? Może miniemy się
kiedyś na podjeździe.
PS. Wiecie co zrobić, by nie naciąć się na noclegowy
badziew?
Kiedy szukacie gospodarstwa agroturystycznego obejrzyjrzcie
dokładnie zdjęcia na stronie internetowej. Jeśli tuż za płotem jest ulica, to
niech sobie właściciel pisze: cicha, spokojna, bezpieczna okolica. Nie
wierzcie. Jeśli właściciel pisze duży
ogród do dyspozycji dzieci, a postawił w nim grilla, stoły, piaskownicę,
trampolinę, zjeżdżalnię, basen to ja się pytam, gdzie ta przestrzeń do
biegania? Czemu w ogrodzie nie ma drzew? Gdzie można się schować przed upalnym
słońcem? Tylko w pokoju? A gdzie cień w ogrodzie?
Widziałam agroturystyki z pokojami do wynajęcia nad knajpą.
Czy jest jakaś instytucja, która nadzoruje prawidłowość nazewnictwa w turystyce?
Bo przydałoby się zrobić porządek z nadużywaniem pewnych słów. Agro jest chwytliwe,
ale płacić za samą nazwę nie ma sensu. Bo co to za wypoczynek pełen frustracji
i niezadowolenia?
Oglądajcie starannie zdjęcia pokoi. Patrzcie czy dacie radę
pomieścić się z dziećmi w klitce mającej metrów dwa na dwa. Pokój pusty, bez
wywalonych bambetli, dzieci, które trzeba przebierać kilka razy dziennie, które
się bawią, biegają i jedzą może i wygląda przyzwoicie (na zdjęciu), ale oceńcie
czy dacie radę faktycznie wytrzymać w nim dób kilka czy kilkanaście.
Spróbujcie wypatrzeć i ocenić wiek mebli, wyposażenia. To
coś strasznego, kiedy trzeba spać w pościeli może i świeżej (to nie sztuka
wyprać), ale kiedy od materaca zalatuje, a w pokoju unosi się jakaś nieświeżość
i stęchlizna. Szkoda czasu i pieniędzy na taki pobyt.
Powodzenia wam życzę i dobrego oka (i nosa :)).
Tekst: Agnieszka Zakrzewska Sztuczka
Foto: Piotr Sztuczka & Agnieszka Zakrzewska Sztuczka



































