niedziela, 24 sierpnia 2014

Błatnia - lajtowa górska wycieczka

Błatnia – góra w Beskidzie Śląskim idealna do zdobycia między śniadaniem a obiadem.




Była nas ekipa 8-osobowa (dwie pary rodziców+dziewczynki: 7-letnia Lena, dwie 5-letnie Majki, 20-miesięczna Milena). Niedzielny poranek, słoneczko, jakieś 20 stopni, połowa sierpnia. Pogoda idealna do wyjścia w góry.
Wybraliśmy kierunek Beskid Śląski, szczyt Błatnia. Góra ma wysokość 917 m n. p. p., na szczycie jest schronisko Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego.
Na Błatnią wyszliśmy z miejscowości Jaworze (leży między miastami Bielsko-Biała a Cieszyn). O samym Jaworzu napiszę osobnego posta, bo warto, a teraz skupię się jedynie na górskiej wycieczce.
Wystartowaliśmy z dzielnicy, przysiółka, rejonu – jak zwał, tak zwał – Nałęże. Na końcu ulicy Turystycznej, po lewej stronie, jest bezpłatny parking, gdzie można zostawić samochód. Żółty szlak startuje w centrum Jaworza, więc my – z tej ulicy Turystycznej – do niego po prostu dołączamy. Mamy nosidło i z maluszkiem chodzi nam się wygodnie. Napiszę Wam jeszcze w osobnych postach, gdzie w Beskidach jest na tyle wygodnie, że można odpuścić sobie dźwiganie dziecka na plecach i wziąć wózek, ale akurat Błatnią odradzam. Są tu i kamienienie, i korzenie, a kto próbował kiedyś pokonać taką trasę ten wie z czym się to je. A kto nie próbował niech sobie wyobrazi krawężnik chodnika co 10 cm :).











Wracając do szlaku – dla dzieci chodzących jest fajny – szeroki, mało jest trudnych podejść. Zaczyna się pięknym lasem bukowym. Mnóstwo w lesie jagód, jeżyn, grzybów. Są mchy, długie trawy, patyki, pająki, żuczki, wiewiórki, można urządzić pikniki na pniach i powalonych drzewach.
Wyjście na Błatnią to cudna wycieczka krajoznawcza. Góra jest na tyle niska, że nie trzeba się spieszyć, martwić, że zastanie nas noc (o ile wyjdziecie rano :) ).Warto tu tempo wycieczki oddać w ręcę (albo nogi :)) dzieci. Niech narzucą swój rytm i po swojemu odkrywają świat.
U nas się to sprawdziło. Był odcinek, że panowie wypruli do przodu i czekali. A my matki – w naszym rozumieniu – wlokłyśmy się, ale miałyśmy niezłą frajdę i zabawę z nieletnimi mądralami.
Na szczycie macie schronisko PTTK. Jeśli Wasz maluch ma książeczkę górską, możecie przybić pieczątkę. Jeśli nie – załóżcie specjalny notesik albo kupcie sobie gotowca. Czytałam kiedyś, że firmy produkujące zabawki i gadżety dla dzieci wykorzystują tendencję maluchów do kolekcjonowania i zbieractwa wypuszczając na rynek długie serie koników, autek, lalek itd. Matki! Bądźmy tak samo cwane, ale w dobrej sprawie. Niech nasze dzieci robią kolekcje pamiątek z gór :).
W schronisku można pysznie zjeść, ceny nie są zabójcze. Toalety – no cóż, standard polski. Kiepsko, kiepsko. Nie ma gdzie przebrać niemowlaka, woda zimna. Miejcie ze sobą nawilżane chusteczki i ewentualnie jakiś preparat do odkażania rąk. W takich miejscach nie lubię korzystać z sanitariatów. Wolę przebierać dziecko na jakiejś bocznej ławeczce.
Generalnie Błatnią polecam i daję jej wielkie TAK!
Tekst: Agnieszka Zakrzewska Sztuczka
Foto: Agnieszka Zakrzewska Sztuczka