Wyobrażacie sobie, że Waszym krajem do życia jest
Grecja, Włochy czy Hiszpania? Ale taka blisko morza, z plażą, palmami? Gdzie lato
zaczyna się w kwietniu, a kończy we wrześniu? Niestety, gdyby moim krajem była Grecja,
Włochy czy Hiszpania (ta nad morzem) chyba nie doceniałabym słońca. Z prostej przyczyny nadmiaru ciepła pewnie
szukałabym przed nim schronienia, na plażę szłabym wieczorem. Pewne jest natomiast to, że
przeszłabym na dietę sałatkową, popijaną hektolitrami mrożonej frappe i
zagryzanej schłodzonym arbuzem.
Tymczasem zderzam się z rzeczywistością: do najbliższego morza
mam jakieś 700 km, do tego z palmami jeszcze dalej. Kiedy w kwietniu centralna Polska jeździ już na
rowerach, u mnie zdarza się jeszcze nosić w torebce czapkę dla dzieci – tak w
razie nagłego opadu śniegu.
I wiecie co? Gdy pojawia się słońce – wariuję z radości.
Nikt nie usłyszy ode mnie: za ciepło, za duże słońce, do dupy, że upał. Nie
nadaję się do marudzenia na słoneczną pogodę. Uwielbiam ciepło. I korzystam z
niego, ile mogę.
Dzieci do siedzenia w gorących miejscach nie zachęcam, bo
wiem, że padają tam z sił, marudzą do potęgi. Dla nich (i dla siebie też) szukam wody.
Kiedy w poprzednim sezonie kochana Gabi, koleżanka z pracy,
powiedziała mi o jeziorze Żermanice w Czechach – pojechaliśmy go sprawdzić. I
stało się ono już jednym z naszych ulubionych miejsc wypadowych w upały! Dziewczynki mają tam wszystko,
czego potrzebują! Jest świeże powietrze, ciepła woda, swoboda, dużo miejsca do
biegania i pływania. My czujemy się komfortowo – dzieci mamy cały czas na oku, ale nie
gubią nam się w tłumie.
Kąpielisko ma zarembiście luźny klimat. Położone jest tuż
przy polu kempingowym Lučina, a nad brzegami jeziora turyści też rozbijają
namioty. Piachu
nie ma – jest łąka. Na łące klimat rodzinny – sporo dzieci, więc nikt nie
narzeka na wrzeszczące gromady (no, chyba, że rybacy - ale nie słyszałam osobiście :). Można grillować, a można też pojeść czeskich specjałów na kempingu.
Dla mnie wyznacznikiem satysfakcji z miejsca jest
samopoczucie, w jakim dziecko wraca. Jeśli jest zmęczone, wiem, że się
wyszalało, ale jeśli ma jeszcze siłę na śmiech i wygłupy – wiem, że nie jest
przytłoczone hałasem i emocjami.
Nasze dziewczynki to prawdziwe pchły. Ruchliwe, energiczne,
krzykliwe, gadatliwe. To typowe istoty: pojawiam się i znikam. Potrzebują
miejsca, aby się wyżyć. Na basenach latem jest taki tłok, że pilnować ich
musi dwójka dorosłych. Zjeżdżalni i innych atrakcji jest sporo, do każdej
kolejki. Stanie w upale – sama nieprzyjemność :). Łatwo nie jest i pod koniec dnia to chyba my
jesteśmy zmęczeni bardziej :).
Cieszę się, że mamy niedaleko domu jezioro, znad którego wszyscy wracamy z uśmiechem.
Tekst: Agnieszka Zakrzewska Sztuczka
Foto: Piotr Sztuczka
Tekst: Agnieszka Zakrzewska Sztuczka
Foto: Piotr Sztuczka